Kolejny raz odwiedziłam Dolinę Chochołowską w poszukiwaniu krokusów z wycieczką z PTTK-u. Tym razem ludzi było mało, nie to co ostatnio, kiedy to była jedna wielka pielgrzymka. Samochodów było mało, a my byliśmy drugim autokarem, który tam przyjechał. Dotarliśmy ok godz dziesiątej, dojście na Polanę Chochołowską zajęło mi ok dwóch godzin oczywiście z postojami na zdjęcia. Za to koleją godziną szłam do schroniska. W schronisku nie było dużo ludzi, było gdzie usiąść i zjeść. No to zjadłam sobie bigos i pyszny jabłecznik po chochołowsku. A przy okazji trochę odpoczęłam. Gdy wyszłam ze schroniska zobaczyłam, że nadciągnęły ciemne chmury, zaczęło padać, a raczej kropić, tylko leciały z nieba takie duże krople, że musiałam rozłożyć parasol, żeby mi aparatu nie zalało. Podeszłam po kapliczkę, ostatnio spotkałam tu jaszczurkę, tym razem były krokusy. To rozejrzałam się i zaczęłam schodzić w dół, na szczęście deszczyk ustał. Doszłam do wypożyczalni rowerów i na Polanę Siwą zjechałam na rowerze. Uważam, że taki zjazd na dół to świetna sprawa, bo już w drodze powrotnej zdjęć nie robię. Za to do góry roweru bym nie wypożyczyła, bo gdy idę to robię zdjęcia i rower by mi tylko przeszkadzał.
Dodam jeszcze, że byłam zaskoczona rozmiarem zniszczeń w Dolinie Chochołowskiej. Wiedziałam, że były zniszczenia i wiele drzew powaliło, jednak nie spodziewałam się, że będzie ich tak dużo. Były miejsca gdzie wszystkie drzewa leżały, nie ostało się ani jedno. Z resztą cały czas pracują nad usuwaniem szkód, bo na dużej części trasy słychać piły, widać traktory i ludzi pracujących.
Wyjazd należy do bardzo udanych, zdjęć zrobiłam bardzo dużo, małą część macie okazję zobaczyć. Bałam się, że nasza wycieczka była zbyt późno zorganizowana i krokusów już nie zobaczę, ale moje obawy okazały się niepotrzebne.
Dziękuję za odwiedziny i Wasze komentarze.
