niedziela, 7 stycznia 2018

Christchurch w Nowej Zelandii

Po wielu, bardzo wielu godzinach w podróży w końcu dotarłam do Nowej Zelandii, wylądowaliśmy w Christchurch. Wyjechałam z domu w sobotę wcześnie rano, a jest poniedziałek popołudniu, mimo zmęczenia podróżą postanowiliśmy zrobić krótki spacer po mieście. Nasz pobyt rozpoczynamy na lotnisku od wymiany waluty na lokalną, co było bardzo dobrą decyzją, bo następny kantor zobaczyłam dopiero w Auckland pod koniec naszego pobytu. Po wypożyczeniu samochodów wyruszyliśmy do centrum, bo jak pierwsze pojedziemy do hotelu, to pójdziemy spać, a szkoda dnia na spanie.



Nową Zelandię odwiedziłam w lutym i po przylocie bardzo dziwnie się czułam, kiedy wylatując z zimowej Polski dotarłam na miejsce, gdzie trwało lato i mi było ciepło w krótkim rękawku, a na rabatach przed lotniskiem kwitły kwiaty. Podobnie dziwnie się czułam, kiedy wróciłam do kraju i na polach leżał śnieg, a ja się opalałam przed wyjazdem na lotnisko. Wyruszamy z lotniska do centrum, mimo zmęczenia, każdy jest ciekawy okolicy. Towarzyszy nam piękne niebieskie niebo, a tyle się naczytałam przed wyjazdem o opadach deszczu.





Zatrzymaliśmy się koło Galerii Sztuki Christchurch Te Puna Waiwhetu. Niestety galeria była już zamknięta. Mogliśmy tylko zobaczyć rzeźby przed budynkiem.





Wyruszamy na spacer, od razu rzucają się w oczy tramwaje, które co chwilę mkną po torach. Jedne tradycyjne jakich pełno wszędzie, inne zabytkowe





Christchurch mieści się na Wyspie Południowej i jest największym miastem tej wyspy, a zarazem drugim co do wielkości w Nowej Zelandii, a trzecim po Auckland i Wellington co do liczby mieszkańców.  Miasto to jest najstarszym miastem Nowej Zelandii, które stało się miastem w 1856 roku. 

 

 

 

Nazwę miasta zaproponował jeden z założycieli Stowarzyszenia Canterbury, które miało na celu założenie kolonii na Wyspie Południowej na równinie Canterbury. Na pierwszym spotkaniu w 1848 roku jeszcze w Londynie John Robert Godley zaproponował nazwę, która wywodzi się od jego alma mater Christ Church w Oksfordzie.  




Przez centrum miasta przepływa rzeka Avon, której nazwa została wybrana na prośbę braci Dean, których farma była pierwszą osadą w tej okolicy, a nazwę wybrali, gdyż farma ich dziadka mieściła się w Szkocji nad rzeką Avon. Wzdłuż brzegów rzeki mieści się park miejski, gdzie z przyjemnością można wypoczywać.  




Nawet na końcu świata można spotkać tradycyjną polska kuchnię. Niestety food track był zamknięty i nie wiem jakie polskie potrawy były tam oferowane. My na szybki obiad poszliśmy do pierwszego z brzegu baru fast food.


O Christchurch najczęściej w Polsce słyszymy z okazji trzęsień ziemi, w ostatnich latach było ich wiele i w centrum miasta można zobaczyć ich skutki.




Przeczytałam, iż od września 2010 roku w tej okolicy w ciągu czterech lat odnotowano ponad cztery i pół tysiąca trzęsień ziemi o sile ponad 3,0. Pierwsze duże trzęsienie ziemi o sile 7,1 w skali Richtera spowodowało sporo zniszczeń, ale nie przyniosło ofiar w ludziach. Kolejne już słabsze o sile 6,3 z lutego 2011 przyczyniło się do zawalenia wielu budynków między innymi  katedry oraz śmierć poniosło 185 osób z 20 krajów.  Do września 2013 rozebrano całkowicie lub częściowo 1500 budynków.



Katedrę anglikańską rozpoczęto budować w 1864 roku, a skończono w 1904 roku, jak na Nową Zelandię jest to wyjątkowo stary zabytek. Jako, że położona jest na terenie sejsmicznym, póki co nie zdecydowano co dalej z nią będzie, obecnie można powiedzieć, że jest pomnikiem trzęsienia ziemi.



Katedra jest ogrodzona i tylko w niektórych miejscach są okienka przez które można zobaczyć budynek bliżej. Robi to bardzo przygnębiające wrażenie, mimo, że minęło już tyle lat, to wygląda jakby to było parę dni temu.



Wędrując po mieście spotyka się piękną architekturę, jak ten zabytkowy budynek Głównego Urzędu Pocztowego z 1877 roku, ale można spotkać także pozostałości budynków, które runęły w czasie wspomnianych wcześniej trzęsień ziemi. Te ostatnie robią bardzo przygnębiające wrażenie, które jest jeszcze spotęgowane naszym zmęczeniem.



W pobliżu katedry znajdują się olbrzymie nowoczesne dzieła, niestety nie znalazłam informacji na ich temat, ale bardzo mi się spodobały. 




W mieście można spotkać tablice informacyjne, dzięki temu turysta nie czuje się zagubiony.




Pojechaliśmy do naszego hotelu, bo zmęczenie dawało się nam we znaki, każdy z wytęsknieniem czekał kiedy będzie mógł wziąć prysznic i położyć się w łóżku, ale po zakwaterowaniu jakoś odechciało nam się spać i zrobiliśmy sobie wieczorek zapoznawczy. Trzeba było jakoś uczcić pierwszy dzień w Nowej Zelandii.


Dziękuje za Wasze odwiedziny i pozostawione komentarze.

13 komentarzy:

  1. o i nawet polskie jedzenie się znalazło ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia. za fotorelację dziękuję. Miło mi zobaczyć kawałek dalekiego świata. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. W Polsce ogląda się z zainteresowanie antypody, przecież w Nowej Zelandii większość nie będzie, więc zdjęcia oglądane są z zainteresowaniem. Niezwykły to kraj.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Cie pognalo! na koniec swiata...chyba Ci zazdroszcze, ciekawa bardzo wycieczka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite, tyle godzin w podróży? och, przypomniałam sobie. Noc przecież spędziłaś w hotlu w Dubaju. Jestem ciekawa jak zareagował Twój organizm na taki przeskok z zimy do lata.
    Fajna relacja.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądam i czytam z zainteresowaniem, lato w środku zimy zawsze dobrze jest zobaczyć. Szkoda, że te trzęsienia ziemi tak niszczą to w sumie młode miasto.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne, zielone miasto... Aż szkoda, że tak dotykane trzęsieniami ziemi. Ale jak widać nawet tam Polacy potrafią się zakręcić za biznesem :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozostałości po budynkach uświadamiają nam, jak niszczycielskim żywiołem jest trzęsienie ziemi. Piękne to i zaraz straszne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Algunos edificios serán imposibles de recuperar. Buena arquitectura y esculturas Avelina.Bonito el mural de los pingüinos.
    Buen miércoles.
    Besos.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniała fotorelacja i tyle słońca... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A to Ci cudna relacja. Wspaniała wyprawa.
    Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. :)
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę:) Marzy mi się spędzanie zim w ciepłym klimacie. Może na emeryturze:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia i fajna przygoda.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie witam na moim blogu i bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione komentarze.
Komentarze od anonimów będą kasowane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...