piątek, 9 listopada 2012

Świat Kryształów Svarowskiego w Wattens, Austria

Odwiedzając Austrię pewnego razu zawitałam do miejscowości Wattens w Tyrolu. Mieści się tu Swarovski Kristallwelten - Świat Kryształów Svarowskiego. Mimo, że minęło już trzy lata od mojej wizyty w tym miejscu, nadal pozostaję pod jego wrażeniem. Gdy przyjeżdża się na parking i wchodzi na teren muzeum do razu rzuca się w oczy napis "Yes Is All" mieniący się w słońcu tysiącami kryształków. No i oczywiście w tle przepiękne Alpy, zwłaszcza przy pięknej pogodzie jaka wówczas była.


sobota, 3 listopada 2012

Rabsztyn - ruiny zamku

Będąc w tym roku na Ziemi Olkuskiej zahaczyliśmy o zamek w Rabsztynie. Są to malownicze ruiny zamku świetnie widoczne z głównej drogi. Nie mogliśmy oczywiście opuścić takiej atrakcji turystycznej. 

 

Nie ma tam parkingu z prawdziwego zdarzenia za to jest sporo miejsca do postawienia środków transportu. Zostawiliśmy busa i zaczęliśmy się wspinać stromą ścieżką do góry pod zamek. Z tego co czytałam w internecie to jeszcze niedawno całe otoczenie i wnętrze zamku porastały drzewa i krzewy. Dzięki grupie ludzi, którzy wzięli sprawy w swoje ręce teren został uprzątnięty, ruiny zabezpieczone, a dodatkowo dobudowali wieżę branną. Nie wszystkim się to podoba, mi to odpowiada, że jest ktoś kto się tym wszystkim zajmie i nie popada to w jeszcze większą ruinę, bo jakby tak dalej miało to niszczeć, to za ileś tam lat nie byłoby śladu po zamku - zostałaby tylko kupa kamieni.









Wyszliśmy do góry i zobaczyliśmy odbudowaną wieżę branną w której mieści się na parterze kasa, zaś w pomieszczeniu na piętrze umieszczono makietę zamku. Za to z okien rozpościerał się wspaniały widok na okolicę i można było strzeliś parę rewelacyjnych fotek. 

 

Historia zamku sięga czasów odległych, bo na tym miejscu już w dwunastym lub trzynastym wieku postał drewniany gród, dokładnie nie jest wiadomo. Na jego miejscu za czasów Kazimierza Wielkiego wybudowano murowany zamek. Na tak zwanym ostańcu zachowały się resztki murowanego grodu, który stał tu na początku. A składał się on z budynku mieszkalnego i wieży. Przez lata zmieniali się właściciela zamku. Na początku XVII wieku zamek został rozbudowany w formie renesansowej rezydencji, przy okazji zatracając funkcje obronne. Wykorzystali to Szwedzi w czasie potopu szwedzkiego, którzy spalili i splądrowali zamek. Po tym wydarzeniu zamek nigdy nie został odbudowany, jednak jeszcze przez parę lat był w części zamieszkały. Dużo zniszczeń popełnili poszukiwacze skarbów, którzy wysadzili wieżę oraz część murów dolnego zamku. 

 

 

 
  












Na tym kończymy naszą krótką wizytę na zamku w Rabsztynie. Uważam, że są to bardzo malownicze ruiny, które przy pięknej pogodzie, jaka była nam dana w tym dniu, robi duże wrażenie. Przewijają się tu trzy kolory zieleń traw, biel skał i błękit nieba. Mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze tu kiedyś powrócić. Najlepszą do tego okazją będą odwiedziny podczas organizowanych na zamku turniejów rycerskich, odbywających się co roku na początku lipca.

czwartek, 25 października 2012

Siemianowice Śląskie - Cmentarz żołnierzy niemieckich

Podczas jednego z wyjazdów z PTTK-iem z Gliwic po Ziemi Zagłębiowskiej na chwilę zatrzymaliśmy się w Siemianowicach Śląskich na Cmentarzu żołnierzy niemieckich. Cmentarz powstał w 1998 roku, za sprawą Volksbund Deutsche Kriegsgraberfursorge e. V. (Ludowego Niemieckiego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi). Jest to organizacja, która utrzymuje się ze składek i darów ponad miliona członków i ofiarodawców. Zajmuje się ok 720 cmentarzami wojennymi w 43 krajach, na których pochowano ok 2 miliony żołnierzy.

 
Cmentarz w Siemianowicach zajmuje powierzchnię 3,4 ha, znajduje się na terenie leśnym pomiędzy dwiema głównymi drogami, a obok planowane jest umieszczenie cmentarza komunalnego. Są tu pochowani żołnierze niemieccy, polegli na terenie południowej Polski, a dokładnie na terenach województw: śląskiego, małopolskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i południowej części łódzkiego. Obecnie pochowanych jest tu ok 30 tysięcy żołnierzy, a cmentarz może pomieścić ich ok 35-40 tysięcy.







Wchodząc przez bramę na teren cmentarza od razu trafiamy na niewielki budynek, w którym znajduje się Izba Pamięci. W dniu, kiedy tam byłam, pomieszczenie to było zamknięte, może spowodowane to było tym, że to była sobota i na dodatek wczesna godzina poranna. Przewodnik opowiedział nam, iż w środku mieszczą się księgi pamiątkowe oraz rzeczy zebrane z cmentarza jak zdjęcia, pamiątkowe kamienie z imionami lub sentencjami, itp.



 

Idąc dalej drogą dochodzimy do wielkiego krzyża.  W podstawie krzyża znajdują się napisy w języku polskim i niemieckim informujące o tym, iż są to żołnierze niemieccy, którzy zginęli w latach 1939 - 45. Podane są również miesjcowości gdzie dokonywano ekshumacji. 

 

 

Na terenie całego cmentarza ustawione są kamienne tablice. Na jednych umieszczono nazwy miejscowości gdzie w kolejnych latach dokonano ekshumacji. Na innych umieszczone są nazwiska pochowanych tu żołnierzy. Na tablicach znajdują się tylko imię i nazwisko żołnierza oraz data urodzenia i śmierci. Zgodnie z porozumieniem, na mocy którego powstał cmentarz, nie ma informacji o stopniu wojskowym, ani formacji do której należeli polegli żołnierze. 

 

 

 

 

Oprócz tablic na terenie cmentarza znajdują się co jakiś czas po trzy kamienne krzyże. Jeden jest większy krzyż, a dwa mniejsze. Bardzo malowniczo to wygląda.

 

 

 






 

Parę minut spędzonych na tym oto cmentarzu, pozwala poznać kolejny ułamek historii. Przyznam się, że wcześniej nie wiedziałam, że w ogóle taki cmentarz istnieje. A tu dopiero dowiedziałam się, że nie tylko ten jeden istnieje, ale na terenie naszego kraju znajduje się jeszcze 12 innych cmentarzy. Powstały one na mocy porozumienia z 1989 roku podpisanego przez ówczesnych szefów rządów Polski i Niemiec: Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla w Krzyżowej. Na temat samego porozumienia słyszałam wcześniej, będąc w Krzyżowej, ale o tym to już może kiedy indziej napiszę.  

niedziela, 14 października 2012

Pisarzowice - Ogród japoński

Będąc w ubiegłym roku w Pisarzowicach zobaczyłam strzałkę z informacją o Ogrodzie japońskim. Niestety nie miałam czasu, aby tam pojechać. W tym roku postanowiłam zbadać teren i pojechałam zgodnie ze strzałkami kierującymi mnie w stronę Ogrodu japońskiego. Zjechałam z głównej drogi, o ile idzie ją nazwać główną drogą, w wąską uliczkę, na której dwa samochody miały problem się minąć, myślałam, że wpadnę do rowu. W pobliżu ogrodu czekał parkingowy, który kierował ruchem i pokazywał przyjezdnym gdzie mogą zaparkować. Zostawiłam samochód i idąc drogą już z obu stron towarzyszyły mi kwitnące azalie.

 





Gdy przeszłam przez bramę ukazał mi się spory teren handlowy, przyznam, że spodziewałam się części handlowej, ale myślałam, że będą tu sprzedawać same drzewka bonsai. Czekało na mnie tu miłe zaskoczenie, bo sprzedawali różne rośliny ogrodowe i jeszcze po relatywnie niskich cenach, że niby miałam nic nie kupować, a wyszłam z 6 donicami z różnymi roślinkami. Jakby mogło być inaczej, takiej okazji nie mogłam przepuścić. Oczywiście bonsai nie brakowało, w sprzedaży były ładne okazy.

 

 

 

 

Po przejściu części handlowej skierowałam się w lewo gdzie czekał na mnie już ogród japoński. Wszystko jest tak zaprojektowane, że stojąc w części handlowej nie widzimy, co ogród ma do zaoferowania. Widzimy bramę do której prowadzą kamienne schody oraz krzewy kwitnących azalii japońskich. Dopiero wchodząc na górę widzimy kolejne atrakcje, które na nas czekają.









Dalej idąc zobaczyłam wspaniały budynek herbaciarni. Schodząc z wzniesienia pierwszej kolejności napotykamy staw z uroczym mostkiem, otoczony roślinami świetnie dopasowanymi do otoczenia, iż wszystkie elementy dopełniają całości i wyglądają jakby rosły tam od zawsze. Między roślinami znajdują się kolejne kamienne, japońskie latarenki. Staw zachęca aby usiąść przy nim, odpocząć i nacieszyć się otoczeniem. Niestety wielu ludzi miało podobne odczucie, bo kręciły się tam tłumy.







 

 








Doszłam do herbaciarni i niestety nie dane było mi wypić herbaty, czy cokolwiek innego. Wszystkie miejsca były zajęte co do ostatniego i jeszcze sporo było oczekujących. Za to ci szczęśliwcy co już siedzieli, mogli się cieszyć się pięknym miejscem do woli i nie wyglądali na takich co zaraz opuszczą zajmowany stolik. Za to osoby takie jak ja miały okazję nacieszyć tylko oczy i zobaczyć wyeksponowane w środku w gablotach strój samuraja czy gejszy oraz nakryty stolik według zasad japońskich.

 

 

 

Z drugiej strony herbaciarni teren został zagrodzony, a szkoda. Można było jednak z tarasu herbaciarni podziwiać jego piękno. Znajduje się tam staw z dwoma maleńkimi wysepkami, brzegi umocnione są dużymi kamieniami w szarym kolorze, a prawie cały teren wysypany jest małymi kamieniami, pod niektórymi roślinami znajduje się tylko drobna kora. Całości dopełniają rośliny, są to przede wszystkim azalie japońskie i różne drzewka bonsai. Można tak stać, patrzyć i podziwiać piękno. W pierwszej chwili byłam zawiedziona, że ten teren został wyłączone ze zwiedzania, ale później doszłam do wniosku, że gdyby przeszły przez niego takie tłumy jak poruszały się po reszcie ogrodu, mogłyby naruszyć piękno tego miejsca. 









Wszystkich miłośników ogrodów zachęcam do odwiedzenia tego miejsca w dogodnym terminie, jednak najlepiej zrobić to w drugiej połowie maja, kiedy kwitną azalie. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...